niedziela, 22 sierpnia 2010

Lucy Phere

Świetna nuta Dylana, świetne słowa Zygmunta.

"Lucyfer rzekł do mnie, pogadajmy spokojnie
Hej, chłopaku, jak chcesz dźwignąć swój los
Nawet głupi ci powie, nie podskoczysz królowi
Lepiej ze mną nabijaj swój trzos
Chodźmy razem więc w drogę, będziesz mówił o Bogu
Ja ci zrobię fantastyczny PR
Kiedy trzeba się schowam, kiedy trzeba zachowam
Jestem Lucy a ty będziesz big star.

Popatrz jak tu jest pięknie, już czekają dziewczęta
Mówią słodko: wielbimy dziś cię
Moja trawa zielona, kokainy ramiona
Mogą pomóc jeśli będzie ci źle
Me królestwo jest wielkie, to co ludzkie jest piękne
Możesz mówić, że Bóg to twój dar
Mocno ściśnij me dłonie i pamiętaj o żonie
Ka ci zrobię fantastyczny PR.

Mój alkohol ma power, na twe smutki i żale
Teraz dobrze to czujesz i wiesz
Nawet Jezus pił wino, więc się napij z dziewczyną
A po kłótni najlepszy jest seks
Patrz, kobiety cię pragną, coraz mocniej cię łakną
Możesz mówić, że Bóg to twój wódz
Mocno ściśnij me dłonie i pamiętaj o żonie
Teraz, chłopcze, czas spłacić swój dług..."


piątek, 20 sierpnia 2010

Odyseja Hłaski

Marek Hłasko jest jedną z tych postaci, o których napisano już chyba wszystko i mimo to niczego nie wyjaśniono. Zdaje się, że był on zagadką samą dla siebie i nigdy się z nią do końca nie uporał. Jak więc ktoś inny mógłby to zrobić? W jego życiorysie znajdujemy wszystko co czyni literaturę prawdziwą: wielkie miłości i równie wielkie rozczarowania, niezrozumienie społeczne i emigrację, z której choć wielce chciał powrócić, to nigdy mu na to nie pozwolono. No i cierpienie, gdyż Mareczek – jak nazywała go jego matka – uwielbiał umartwiać się nad sobą. Hłasko to typ buntownika, co brzmi w obecnych czasach nieco pretensjonalnie, ale jest prawdą. Agnieszka Osiecka, jedna z jego wielkich miłości, pisała o nim tak:

Niekiedy wilkiem się nazywał.
Lecz wilkiem nie był. Raczej chciał być.
Gdy cały naród raźnie śpiewał
on wolał zawyć...
Żył tu więc chłopiec
jak wędrująca gwiazda.
Calutkiej on Europie
Pokazał minę błazna.
Talentu nam zostawił
zaledwie kruchy okruch.
Jak gdyby tu w Warszawie
ten talent ktoś mu otruł.


Autor „Pięknych dwudziestoletnich” był pisarskim samorodkiem, obdarzonym tzw. słuchem literackim lub inaczej mówiąc po prostu talentem. Choć zarzuca mu się często kłamstwa i konfabulacje, to jedyną wartością, której szczerze przez całe życie hołdował była prawda. Sam mówił o tym tymi słowami: „Mnie zawsze zarzucają nihilizm. (...) Naprawdę nie mam nic wspólnego z nihilizmem, jak również nie chcę epatować brutalnością czy erotyzmem. Chciałbym tylko w jakiś sposób, na miarę swoich możliwości i swoich zdolności, przekazać prawdę o swoim życiu, o swoim czasie. To, że ta prawda tak wygląda, a nie inaczej - ostatecznie nikt mnie nie pytał o zdanie przy stworzeniu świata, więc ja nie ponoszę odpowiedzialności.” Dziś już wiemy, że za tę prawdę zapłacił cenę najwyższą. Władze PRL’u wyklęły jego postać, przedstawiając go społeczeństwu jako zdrajcę narodu, chuligana i zwyrodnialca. Jego samego skazali na banicję, nie pozwalając wrócić do kraju przez wiele lat. Losy Hłaski przypominają dzieje Odyseusza, który podobnie tułał się po świecie usiłując znaleźć drogę do domu. Różni ich jedynie fakt, że temu drugiemu udało się to za życia, lecz przebraniu, a Markowi dopiero po śmierci. Hłasko był małym rycerzem wielkich prawd. Wolał umrzeć na wygnaniu niż wrócić do domu, udając kogoś kim nie był. W 1969 roku Marek Hłasko zmarł w hotelu pokojowym w miejscowości Wiesbaden i na tamtejszym cmenantarzu został pochowany. Diagnoza lekarza: przedawkowanie leków. Po raz kolejny stajemy przed pytaniem, na które odpowiedź Marek zabrał do grobu - samobójstwo czy przypadek? W 1975 roku, 17 lat po jego wyjeździe z kraju, wrócił wreszcie do Polski. Pomogli mu w tym jego matka i przyjaciele, m.in. Jan Himilsbach, który powiedział: "Trzeba sprowadzić Marka do kraju. Gdzie on tam, w tych Niemczech, będzie leżał? Tam nawet nie ma kumpli. Do granicy przyjedzie pociągiem, a od granicy będziemy nieść trumnę. A za trumną będą szły te wszystkie kurwy". Tak też się stało. 18 listopada prochy Marka Hłaski spoczęły na Powązkach. W ten sposób powrócił do swojej Itaki. Płytę nagrobną przyozdobiono krótkim epitafium: Żył krótko, a wszyscy byli odwróceni.

Gówniana sprawa


Krajowy światek literacki zelektryzował ostatnio wyrok sądowy, zakazujący reżyserowi, Żuławskiemu Andrzejowi dystrybuowania jego nowej książki pt. Nocnik. Wszystko to za sprawą znanej aktorki, niejakiej Rosati Weroniki, która nie życzyła sobie, by polska publiczność czytała o jej skłonnościach seksualnych, opisanych w dziele pana Andrzeja. Sąd się do tych życzeń przychylił. W związku z tym trudno zapoznać mi się z tymże tworem. Wg opinii tzw. „środowiska” nie mam czego żałować, gdyż „Nocnik” jest zwyczajnie gówno wart. Tym bardziej jestem ciekaw tej literatury, tym bardziej chciałbym móc wyrobić sobie o niej własne zdanie. Ale póki co nie zrobię tego. Książki nie ma w żadnym sklepie a na aukcjach internetowych jej cena sięga horrendalnie wysokich kwot. Jakież to musi być szczęścia dla reżysera „Szamanki”, ponad 20 lat po skończeniu z cenzurą, znów wrócić do podziemia i drugiego obiegu. Okazuje się, że przegranie procesu sądowego niekoniecznie musi oznaczać jeszcze przegranie swojej sprawy. Bo trudno wyobrazić mi sobie lepszą i tańszą promocję książki oraz skuteczniejszy sposób na zrobienie z niej pozycji kultowej. „Nocnika” może jeszcze nie ma (ale w końcu przecież będzie!) na rynku, lecz wszyscy o nim wiedzą, cytując co pikantniejsze fragmenty. Polskie sądy po raz kolejny wyświadczyły niedźwiedzią przysługę oskarżycielce a ona po raz kolejny wykazała się niezwykłą dalekowzrocznością i wyobraźnią godną aktora, kierując tę sprawę do sądu. Gratulacje, pani Weroniko!

Jesienin

O rosyjskim poecie, Siergieju Jesienine trudno mi pisać z prostego powodu – niewiele o nim wiem. Wiem jedynie kiedy się urodził i kiedy przyszło mu odejść. Z wierszy wiem, że tej śmierci się nie bał, ale nie wiem dlaczego do niej doszło. Samobójstwo czy może zabójstwo z polecenia władzy na Kremlu? Ta zagadka raczej już na zawsze pozostanie nierozwikłana. Podobno trumnę z jego ciałem na polecenie ówczesnego rządu kazano zalać betonem. Jesienin to geniusz, bezsprzecznie. Ale wokół tego geniuszu zebrało się wiele tajemnic, niedomówień i znaków zapytania. Gdybym miał coś o nim teraz powiedzieć, to powiedziałbym, że był skazanym na samotność szaleńcem. Skazanym, bo lgnął do ludzi, lecz jego znajomości były zawsze krótkie i przelotne. Oddawał się nim szybko bez reszty, potem równie szybko nimi nudził a na końcu rozpaczliwie szukał nowych. Nie z przypadku pięciokrotnie zmieniał małżonki. Szaleńcem, bo tylko oni piszą wiersze własną krwią i tylko oni demolują trzy pokoje hotelowe w przeciągu trzech dni. Nie więcej nie wiem, lecz obiecałem sobie dowiedzieć się czym prędzej. Poety, który zestawia ze sobą słowa w ten sposób nie można pozostawić zapomnianym:

Żegnaj przyjacielu, do widzenia,
Drogi mój, od krwi serdecznej bliższy.
Ta rozłąka w ciemnych przeznaczeniach
Obietnicą połączenia błyszczy.

Żegnaj bez uścisku dłoni i bez słowa.
Nie martw się, cień smutku z czoła przegoń.
W życiu ludzkim – śmierć to rzecz nie nowa,
A i życie samo – nic nowego.

I wy nie zapomnijcie o nim. Na początek polecam przesłuchać w skupieniu sztukę Janusza Głowackiego pt. Jesienin. Znajdziecie ją pod tym adresem: http://chomikuj.pl/Miros/S*c5*82uchowiska/G